-Ellie pośpiesz się , taksówka już czeka!-zdenerwowana czekałam na moją przyjaciółkę, a także sekretarkę.
-Już jestem, po prostu ni mogłam znaleźć zszywacza, na dodatek wszystkie kartki rozniosły się po całym biurze. W ogóle jedna gdzieś się zapodziała i musiałam wydrukować jeszcze raz. Przepraszam naprawdę wiem, że już jesteśmy spóźnione, ale ostatnio z niczym nie mogę sobie poradzić jestem cała.... roztargniona.
-Ellie w porządku.-objęłam ją ramieniem. -Mamy jeszcze 7 minut, a jak się spóźnimy to co? Przecież to oni funkcjonują dzięki nam, a nie na odwrót i Ellie co do Ciebie, to porozmawiamy po spotkaniu, pójdziemy na małą kawę. Czuję jak Latte macchiato mnie woła.-zachichotałam.
-Nie chcę Cię zasypywać swoimi problemami wiem, że masz na głowię firmę jeszcze dochodzą do tego problemy z Vannesą i na dodatek ja Ci się zwalę na głowę.
-Ellie zapamiętaj dla Ciebie zawsze znajdę czas i teraz jest mowa o Tobie, a nie o mnie ani tym bardziej o Vanessie. Jeśli tak zdecydowała to jej ... jej zdanie.-czułam jak głos mi się załamuję gdy wspominałam o sytuacji z Vanessą.
-Wiem, Laura spokojnie, nie musisz mi się tłumaczyć dokładnie wiem jak się teraz czujesz i całkowicie jestem po Twojej stronę, zawsze.-blondynka wyciągnęła mały paluszek w moją stronę.
-Nawet jeśli nie mam racji?
-Zawsze.-powiedziała pewna siebie.
-Dzień Dobry przepraszamy długo pan czekał?-spytałam taksówkarza
-Niech się panienki nie przejmują, na Wall Street?
-Tak.-odpowiedziała Ellie,próbując donata z polewą czekoladową, którego chwilę wcześniej wyjęła z papierowo brązowej torebki, z której wysypały się drobne okruszki na jej niebieską spódniczkę.
Chwilę później byłyśmy już na miejscu przed, nowo postawionym budynkiem który wydawał się cały zrobiony z szkła.
-Panie McCurdy, pani z firmy PETERMOON.-oznajmiła miłym głosem sekretarka odkładając telefon.
Po chwili zza brązowych drzwi wyłoniła się postać wysokiego mężczyzny z szarą czupryną i o takim samym kolorze wąsów.
-Witam panią Marano.-wyciągnął dłoń ku mnie.
-Witam panie McCurdy.-odwzajemniłam uścisk.
-To Ellie.-wskazałam na przyjaciółkę.- Jest moją sekretarką.
-Miło mi.-także doszło do uścisku dłoni.
-Może zechciałyby panienki usiąść.-wskazał ręką na rząd czarnych krzeseł znajdujących się przy wielkich oknach, ukazujących widok Londyńskiego miasta.
-Dobrze przejdźmy od razu do rzeczy, tutaj ma pan wszystkie potrzebne dokumenty.-Wyciągałam rękę w stronę Ellie, która wyjęła z żółtej teczki na gumkę kilka kartek spiętych spinaczem.
-Mam jedno pyt...
-Jeśli chodzi o zapłatę, tutaj.-przerwałam mu i wskazałam na linkę zapełnioną cyframi.
-Tak, tak.. mam tylko jedno pytanie...-zapytał marszcząc palcami czerwony krawat, widać było, że jest zdenerwowany.
-Słucham pana.-oparłam się o oparcie krzesła czekając na pytanie.
-Więc jeśli, jakaś inna firma, będzie chciała zawrzeć umowę z nami to czy musimy... mieć zgodę od pani firmy?
-Proszę pana oczywiście, że tak ., jeśli zobowiązujecie się na współpracę z moją firmą to większa ilość decyzji ma być podejmowana za moim pośrednictwem. Zwłaszcza umowy, które nie są korzystne.
-Jasne rozumiem, dziękuję za przyjęcie naszej propozycji, to wielki zaszczyt mieć za komandytariusza pani firmę.
Uśmiechnęłam się, uciskając dłoń mężczyzny wcześniej wyciągniętą w moją stronę i skierowałam się razem z Ellie do wyjścia.
***
-Powinnyśmy wychodzić częściej. Wiem Laura, nie masz czasu bo firma jest cała na Twojej głowie, ale ja tęsknie za moją Lau, która nie przejmowała się niczym.
-Awwww myślałam, że masz mnie dość jako swojej szefowej, dyryguje Tobą w ta i w tamtą.
-Laura pracuję dla Ciebie i kocham tą pracę, tylko czasami masz problem z rozluźnieniem się. -powiedziała bez żadnego oporu, dlatego ją uwielbiałam. Nigdy nie bała mi się powiedzieć prawdy, zawsze mówiła co myśli.
-Wiem Ellie, ale to nie zawsze jest proste, zwłaszcza teraz jak Vanessa, odchodzi z firmy i zostawia mnie z tym samą.
-Laura, ona jedzie tylko na 2 miesiące, zobaczysz jak szybko zleci.
-Ellie 2 miesiące, a jak było wcześniej? Też miała pojechać na 2 miesiące a wróciła po roku. Rozumiesz. Rok, dwa miesiące to wielka przepaść, której nie da się nie zauważyć...W ogóle Vanessa się ode mnie oddaliła wiem, że to jest moja wina bo, zawsze jest moja wina, ale ona nawet nie powiedziała mi, że ma chłopaka. Dowiedziałam się przypadkiem od rodziców. Ja na prawdę nie wiem czy ze mną, aż tak jest źle?-schowałam twarz w dłoniach, opierając się o blat stolika.
-Lauu..-zabrała moje ręce w swoje, nie przejmuj się to Vanessa się zmieniła, to nie Twoja wina przestań nawet tak mówić.
-Ellie, masz racje. Jejku ja Cię przepraszam miałyśmy rozmawiać o Tobie, a nie o mnie... No więc jak z Lukiem? I nie mów nic, bo widzę że coś się dzieję.
-Laura bo on ma chyba kogoś, ma w sensie no wiesz podoba mu się ktoś i ja nie wiem co zrobić z tym jejku.- powiedziała tak szybko, że musiałam przestudiować co mi dokładnie powiedziała.
-Ellie oddychaj, tyle słów na jednym oddechu nawet ja bym nie powiedziała, Wiem co czujesz do Luka, niestety nie wiem jak Ci pomóc wiesz ja nigdy nie byłam noo, nigdy nie byłam zakochana.-ostatnie słowa powiedziałam cicho, prawie niesłyszalnie, ale Ellie usłyszała.
-Jeszcze kogoś znajdziesz, sama zobaczysz, miłość sama przyjdzie nie musimy jej szukać na silę.
-Ja nie szukam, nawet na nią nie czekam.-skłamałam.
Czułam się źle, zawsze chciałam kogoś poznać, poczuć odrobinę miłości, nauczyć się kochać. Chciałam tego tak bardzo.
-Mam firmę, to mi wystarczy.
***
Oki doki, rozdział jest, mam nadzieję, że wam się spodoba. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Kitsune xxx
Piosenka która żyję od 2 dni.
Rozdział świetny :)
OdpowiedzUsuńdziękuję za link na tt :)
czekam na kolejny rozdział x
Piątka za imię ❤
UsuńSuper rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta